Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
rock-n-roll "When the blindman cries"


Marillion- Misplaced Childhood

ZESPÓŁ: Marillion
ALBUM: Misplaced Childhood
ROK WYDANIA: 1985
MUZYCY:
- FISH- śpiew
- Steve Rothery- gitara
- Pete Trewavas- gitara basowa
- Mark Kelly- instrumenty klawiszowe
- Ian Mosley- perkusja
UTWORY:
1. Pseudo silk kimono
2. Kayleigh
3. Lavender
4. Bitter suite
5. Heart of Lothian
6. Waterhole (Expresso Bongo)
7. Lords of the backstage
8. Blind Curve
9. Childhoods end
10. White feather
OCENA: 10/10
Istnieje wiele płyt i wiele zespołów znaczących dla świata. Niektóre z nich są niedoceniane nawet przez ich tzw. ortodoksyjnych fanów. Marillion to temat dosyć sporny, bo jedni są za Fish'em, inni zaś za Hogarth'em, a ja ich lubię obydwóch. Każda epoka w zespole Steve'a Rothery'ego była na swój sposób urocza w doznania muzyczne jak i tekstowe. Większość głosów sprzeciwu fanów Hogarth'a budzi właśnie ta płyta. Pierwszy "concept album" w historii zespołu popełniony z pełną premedytacją, co następowało masą koncertów i masą sprzedanych singli. Czy ta płyta jest komercyjna? Łatwość przyjmowania melodii przez laików mogła by dowodzić, że płyta jest robiona dla zysku równo wartego w zielonych amerykańskich dolarach. Powiem, że to bujda. Niestety, albo może stety panowie z Marillion kroczą ścieżkami poznanymi przez takie gwiazdy prog rocka jak Yes, Genesis, czy Floydzi co czyni tą płytę wielką. W założeniu album miał być podzielony na dwie części A i B, bo niestety w czasach Fish'a były jeszcze tzw. vinyle. Kto w tych czasach nie wzrószy się płytą o nieszczęśliwym i utraconym dzieciństwie? Teatralny śpiew Fish'a niczym głos jego góru Peter'a Gabriel'a porusza w nas nieodkrytę jeszcze emocję. Pięknię połączone utwory od 1 do 5, a następnie 6 do 10 powodują u nas niesamowitą ucztę muuzyczną i liryczną. Pięknie zgrane klawiszę Kelly'ego z gitarą Rothery'ego suną niczym piękny pejzaż za oknem wolno jadącego pociągu. Dodajmy do tego wspaniałą, prawie metalową sekcję rytmiczną w postaci Trewavas'a i Mosley'a, która dodaje muzyce na tym LP, agresywności i rockowego pazura. Po co pchać pieniądze w durne zespoły, ala FEEL, gdzie mamy za te lub nawet miejszę pieniądze mamy klasycznie nagrany oraz mocno wpisujący się whistorię naprawdę piękny prog rockowy album. Polecam zagłębienie się w tą cudowno lektórę dobrą dla umysłu jak i dla ciała. Polecam też inne dokonania Marillion z Hogarth'em jak i z Fish'em.


Głosuj (0)

Deep Purple- Machine Head

Zespół: Deep Purple
Album: Machine head
Rok wydania: 1972
MUZYCY
Ian Gillan- wokal, harmonijka ustna
Roger Glover- gitara basowa
Richard "Ritchie" Blackmore- gitara
Jon Lord- instrumenty klawiszowe
Ian Paice- perkusja
SPIS UTWORÓW
1. Highway star
2. Maybe I'm a Leo
3. Pictures of home
4. Never before
5. Smoke on the water
6. Lazy
7. Space truckin
Ocena: 10/10
Są zespoły których nie trzeba przedstawiać i są płyty których nie trzeba recenzować. Czasami bywa tak, że próbujemy kogoś wprowadzić w tak zwany szerszemu gronu słuchaczy rock'n'rolla. Nagle pada pytanie, a czy jest dobry album "Machine head" Purpli? Oczywiście wszyscy mówią, że świetny . A jeśli ktoś się pyta dlaczego? To pada prosta odpowiedź, bo jest. Czasami taka odpowiedź nie satysfakcjonuje przyszłego odbiorcy świetnej(bo przecież ona taka jest)płyty. Chciałbym, może troszke przybliżyć fenomen tego LP i tej szanowanej wśród rockersów kapeli. W latach siedemdziesiątych i końcówce szejdziesiątych pojawił się niejaki ruch hippisowski, który wymagał jakiejś buntowniczej nuty. Owszem mamy wiele innych znaczących kapel z z tamtych lat takich jak Uriah Heep, Led Zeppelin, czy chamski Black Sabbath. Ale co jest w "ciemnym fiolecie" takiego pociągającego? Sądze, że najlepiej to można opisać jak najprościej. Spotkało się dwóch panów. Niesamowity adept akademii muzycznej Jon Lord, który był zawsze zakochany w muzyce swych klasycznych mistrzów oraz Ritchie Blackmore, który był nieobliczalnym szarpidrutem na scenie mający wspaniały potencjał sceniczny i co zgrozo, nigdy nie żałował gitary wyczyniając z nią takie rzeczy jakie filozofom się nieśniły. Dodając do tego niesamowity śpiew Iana Gillana łapiący najwyższe rejestry jakie Pan Bóg przykazał oraz niesamowity duet rytmiczny jakim był szalony Ian Paice i Roger Glover. Była to najbardziej wybuchowa mieszanka w historii hard rocka, którą do dziś pamiętamy. A co o samym albumie można powiedzieć? Bardzo dużo. Najbardziej rzucającym się w uszy tytułem jest "Smoke on the water", którego riff jest znany przez wszystkie dzieci świata urodzone w porządnych szanujących się rodzinach słuchających klasycznego rocka. Kawałek ten opowiada o hotelu, który spłonął oraz opowiada o trudnościach nagrywania płyty "Machine head" w ciężarówce Rolling Stonesów. Czyż to nie urzekająca historia z życia rock'n'rollowca? Oprucz tego killera znanego każdemu gitarzyście na świecie mamy tutaj też pare innych perełek. Pierwszą z nich jest niesamowity opener albumu o tytule "Highway star" w którym mamy Deep Purple w pigułce, a dla zainteresowanych któryś krytyk nazwał go pierwszym utworem Speed Metalowym. Kawałek ten rozpoczyna się szybkim riffem, który w późniejszych latach będzie inspiracją dla dużej rzeszy kapel metalowych i nie tylko. Mamy też w nim wspaniałe orientalne solo Lorda na hammondzie, które jest dosyć nowatorskie jak chodzi o ten styl muzyki, a zaś Blackmore swoją prostotą zalatuje już prawie o kolegów wujka Dickinsona z Iron Maiden. Czy to nie jest niesamowite, że odkrywamy inspiracje wielkich artystów w zwykłych utworach. A co z resztą muzy na tym krążku? Sądze, że nie będe tu za dużo pisać, bo pewnie zanudze was, ale chciałbym zwrócić uwage też na wspaniały utwór "Space truckin", gdzie wujek Gillan jeździ po najwyższych rejestrach swojego przepitego głosu i powoduje u słuchacza ciary podobne do czołgu Armii Krajowej, który wierca się w nasz mózg swymi gąsienicami. Mamy też tutaj dużo nawiązań bluesowych, czyli riffy itp. Kawałkiem czerpiącym dużo czaru z muzyki naszych ciemnoskórych braci z USA jest "Maybe I'm a Leo", gdzie riff gitarowy jest oparty na prostym bluesowym chwycie. Czy to nie jest zaje-fajne? No jasne, że jest nawet bardziej niż ustawa przewiduje. Sądze, że prawdziwi zapaleńcy mający dusze pełną rocka łyknąłtą płytke za jednym przesłuchaniem. Poprostu klasyka. Szkoda, że panowie w tych czasach tylko dorabiają sobie kupony z dolcami do emeryturki, a nie nagrywają takich perełek jak w latach siedemdziesiątych. Ja jako młodzież mówie stanowcze tak wielkim dziadkom rock'n'rolla i stawiam im zasłużoną ocenę: 10. Niech duch hippisowskich imprez podobnych do woodstocka będzie z wami w waszym prywatnym domu i własnym odttwarzaczu.


Głosuj (0)

Turbo- dorosłe dzieci

Zespół: Turbo
Album: Dorosłe Dzieci
Wydanie: 2008(1983)
MUZYCY
Grzegorz Kupczyk- wokal
Andrzej Łysów- Gitara
Wojciech Hoffmann- gitara
Piotr Przybylski- gitara basowa
Wojciech Anioła- perkusja
SPIS UTWORÓW
01. Szalony Ikar
02. Przegadane dni
03. W sobie(instrumental)
04. Ktoś zamienił...
05. Pozorne życie
06. Toczy się po linie
07. Nie znaczysz nic
08. Mówili kiedyś
09. Dorosłe dzieci
BONUSY
10. Coraz mniej
11. Pierwsza forsa w tym miesiącu
12. Ach niebądź taki śmiały
13. Jak w ogień
14. Fabryka keksów(live)
15. Szalony ikar(video-clip)
Ocena: 10/10
W szalonych latach siedemdziesiątych paru krytyków pokusiło się na określenie pewnego stylu muzycznego mianem heavy metal. Co się z tym wiązało? A nic szczególnego. Trzeba było zebrać kilku szarpidrutów z osiedla, jednego bębniarza i wyjącego wokaliste mającego wyższe rejestry niż rasowy hard rockowy alkocholik i się grało wtedy tzw. heavy metal. Polska historia wiąże się niestety z żelazną kurtyną, która nie zawsze dopuszczała biedne nowatorskie zespoły do głosu, co odbiło się na naszym małym biało-czerwonym podwórku. Rock'n'rollowe bandy typu Test, albo TSA były dosyć mocno represjonowane w czasach cioci komuny. Jak to było z nijaką kapelą Turbo? A prosto nie mieli, ale potrzeba rynkowa na zespoły tzw. młodzierzowe była w latach osiemdziesiątych dosyć nagląca. Ups... A tu nagle panowie wyjeżdżają z niby hard rockiem usadowionym w korzennym metalu sunącym jak konik stukający kopytkami w stylu patataj, patataj. Na tamte czasy płyta "Dorosłe dzieci" była jak strzał w dziesiątkę. Chociaż nie możemy tu mówić o rdzennym Iron Maidenowskim NWOBHM, którym nas uraczy Turbo w roku 1986 na "Kawaleri Szatana", ale możemy mówić o solidnym graniu obdarzonym nutką poszukiwań własnej drogi bytu na scenie w Polsce. Powinniśmy też zauważyć, że warstwa tekstowa na płytce nie jest zbyt grzeczna jak na czasy PRL, ale nawet czasami urzędnikom trafi się małe omkcnięcie w sztuce represjonowania. A co tak naprawde jest na tej płytce? Mamy kilka fajnych numerów mówiących nam o przyszłej potędze muzycznej zespołu takich jak: "Szalony ikar" w którym panowie prześcigają się w maratonie perkusji i gitar, aby ukazać nam że 400 konne Ferrari to przy nas pikuś. Utwór jest sprawny, szybki i na temat i co najlepsze ma chwytającą melodie wokalną, która jest zadziwiająco popowa jak na metal. Kolejne kawałki jakie powinny nas zainteresować to dwie niesamowite ballady z których jedna jest wpisana na stałe w kanon polskiego rock'n'rolla. Jak to się mówi "o wilku mowa", czyli niesamowite "Dorosłe dzieci" w których możemy posłuchać najbardziej poruszającego tekstu po balladzie TSA "51", mówiący o trudnościach pokolenia żyjącego w komunie i starającego się zostać dalej ludźmi kochającymi i wrażliwymi na otoczenie.  Ale też nie zapominajmy o piątym utworze "Pozorne życie", który jest najbardziej poruszającym tekstowo, melodyjnie i odzwierciedlającym zagubienie młodych ludzi wśród gry politycznej kawałkiem na tej płycie. Wspaniała wysoka gitara pana Wojtka Hoffmanna i pana Andrzeja Łysowa sunąca jako motyw przewodni w tej balladce nasuwa nam naprawde smutne widoki. Oprucz tych kawałków mamy wiele, ale to wiele innych dobrych killerów na tym long playu, ale niestety to trzeba samemu posłuchać i ujrzeć wspaniały raczkujący metal, który przerodził się później w potęge o której dzisiaj w tych pozbawionych uczuć, czasu i skrupułów latach jeszcze pamiętamy. W bonusach powinnyśmy wzrócić uwagę na dwa utworki, które czarują nas swoją prostotą. Pierwszym z nich jest przypominający dokonania AC/DC, czy Krokus killer o tytule "Ach niebądź taki śmiały" mówiący o zakochanym chłopaku w swojej koleżance. Ale też pragnął bym zauważyć dosyć znaczący utwór dla zespołu Turbo, który został ponownie nagrany, ale tym razem w wersji live akurat z Grzegorzem Kupczykiem pt. "Fabryka keksów". Ten długas ma to co prawdziwy porządny utwór prog hard rockowy, czyli trzy części widoczne gołym okiem i poruszające swoją prostotą słowa, które trafią nawet do najbardziej nieczułego bufona w tych ciężkich czasach pełnych pogardy dla prawdziwych artystów. Ostrzegam utwór ma, aż 11 minut, ale powiem że żadna sekunda z tego czasu nie jest stracona. Kończąc tą recenzje chciałbym napisać, że trzeba dbać o tą wartość jaką jest muzyka w naszym życiu.
I niestety ja jako osoba urodzona w roku 1992 nie pamiętam wujka Jarózelskiego, albo Gierka, ale mogę sobie wyobrazić jak było trudno naszym rodzicom w latach, gdzie rządził ustrój komunistyczny i gdzie za długie włosy się dostawało po pysku lub pałą MO-wca. Sądze, że młodzi ludzie powinni sięgać po takie piękne perełki polskiego rocka i metalu jak Turbo, TSA, Republika, czy nawet SBB. Polecam ten LP ludziom, którzy lubią posmakować w swojskich rock'n'rollowych klimatach.


Głosuj (0)



I love rock'n'roll

"When the blindman cries"

Powiem osobie tylko kilka słów. Nazywam się Mateusz i strasznie lubię muzyke. Gram na instrumentach klawiszowych od sześciu lat, a aktualnie uczę się grać na gitarze elektrycznej. Jestem osobą niewidomą od siedmiu lat i staram się żyć tak jak zawsze żyłem, oczywiście pomijając uprawianie sportów motorowych. Sądze, że mój wiek jest dosyć istotny, bo dopiero raczkuje jak chodzi o pisanie recenzji. Urodziłem się w roku 1992 i sądze, że spróbuje się podzielić z wami swoimi odczuciami i postaram się was nakłonić do słuchania podobnej muzyki. Pamiętajcie to nie jest ważne, czy słuchamy disco, czy rocka, ale liczy się to co jest w nas. Jeśli ktoś by chciał pogadać to piszcie na maila:
losc2@o2.pl

Księga (0)
Open the book of rock
Boom!

2011
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad


O mnie

Dodaj do ulubionych

949

Linki
ARTROCK- prog rock i nie tylko
ROCK AREA- serwis z newsami
Rock progresywny po polsku
ROCK SERWIS- sklep z fajnymi płytkami
CETI- zespół pana Grzegorza Kupczyka
PORCUPINE TREE- strona polskich fanów
Marillion Poland- strona polskich fanów
Jean Michel Jarre- strona Polska


Ulubieni